Pogodziłam się z tym jak i ojciec, że mama ma zaawansowane stadium raka. Choroba zbyt szybko się pogłębia i nie ma na to rady... płakałam tylko wtedy, gdy spała. Pomagałam jej poczuć się normalnie mimo powoli wypadających włosów przez cholerną chemię, cera niemal całkowicie uległa zniszczeniu. Starałam się poprawić jej humor, robiąc jej delikatny naturalny makijaż jednak nawet to nie pomagało. Mama starała się mnie uspokoić, śmiałyśmy się i żartowałyśmy, jednak mi było ciężko. Tata rozbawiał ją za każdym razem gdy tu był, starał się być twardy i pokazać mi i mojemu bratu że jest dobrze... ale nie było.
Było już naprawdę późno, rano musiałam iść do szkoły jednak ze szpitala to tylko trzy przecznice stąd, więc dojadę autobusem. Nie chciałam jej opuszczać, musiałam... musiałam nacieszyć się widokiem mamy dopóki jeszcze mam okazję...
Wyszłam z jej sali nie budząc jej, puszczając jej zimną dłoń. Musiałam napić się czegoś ciepłego, gdy doszłam do automatu i wrzuciłam drobne usłyszałam dreptanie, był to Lee.
-Jak się trzymasz? Wiem, gówniane pytanie... - westchnął z lekkim uśmiechem.
-Dobrze. - odparłam ze zniesmaczoną miną. - Jest późno, co tu robisz?
-Chciałem cię wesprzeć... jakkolwiek.
-Dzięki... - pokiwałam głową czekając przy automacie na kawę.
-A twoja mama jak się trzyma?
Mama była dla niego jak dobra ciotka, a dla jego mamy jak siostra. Nasze rodziny były zupełnie różne, jednak przyjaźnili się od liceum... jak nie od gimnazjum.
-Odwiozę cię do szkoły rano.
-Nie, poradzę sobie Lee..
-Nie chce mi się wracać do domu i oglądać, jak Flynn sprowadza do domu kolejne panienki.
Noah był jego starszym bratem, o rok starszym od nas. Gra w drużynie footballowej, jest najprzystojniejszym chłopakiem w szkole i każda laska da wszystko, by... tu zostawię to bez komentarza.
Wzięłam kawę z automatu i usiadłam obok Lee na krześle.
-Tak naprawdę to... nie wiem co mam myśleć. Jestem tak zagubiona...
-A ja nie wiem co ci powiedzieć, bo znam cię i wiem, że nic ci nie pomoże.
-Kawa pomoże chociaż wytrwać jeszcze sześć godzin do pójścia do szkoły.
-Nie możesz tak, twoja mama by tego nie chciała.
-Wiem, Lee, ale myśl, że niedługo w ogóle jej nie zobaczę... - westchnęłam i wzięłam łyk kawy. - Ale chyba nie tylko ze względu na mnie tu jesteś? - uśmiechnęłam się lekko, spoglądając na niego badawczo.
-Flynn... znów wszczyna bójki w szkole.
-I co...?
-I to, że mogą go wyrzucić. Gra w najlepszej drużynie, na najlepszym miejscu, dobrze w miare się uczy... Ostatniego czasu coś... coś z nim nie tak...
-Taki już jest. - wzruszyłam ramionami. - Znam go tyle co ty, od piaskownicy się znamy, od kołyski. Na jednej sali porodowej ja i ty... - zaśmialiśmy się.
-Dobrze, że cię mam, zołzo.
-Idę do mamy... jedź do domu...
-Poczekam.
Rano mama gdy otworzyła oczy, ja byłam. Za dwadzieścia minut Lee i ja mieliśmy jechać do szkoły. Mama uśmiechnęła się i spojrzała na mnie zaskoczona.
-Ty nie w szkole?
-Spokojnie, zaraz jadę. - uśmiechnęłam się do niej.
-Kocham Cię, Kate.

-Ja ciebie też, mamo... Świetnie wyglądasz bez tego makijażu. - pocałowałam ją w czoło.
Wyszłam i wsiadłam do samochodu przyjaciela i pojechaliśmy do szkoły. Gdy wysiadłam z auta, zauważyłam jak Flynn zsiada z motocyklu i idzie w stronę budynku. Każda laska patrzyła na niego jak na boga, tak naprawdę był przystojny, bardzo... jednak... zasada z Lee dla mnie była świętością. ''Nie wolno umawiać się z członkami rodziny ani najbliższym przyjacielem''. Lee nie miał łatwo, moja przyjaciółka Halsey również mu się podobała, należała do grupy tanecznej i samorządu szkolnego. Jednak cóż, zasady to zasady. Zawsze sobie je wypominaliśmy.
Poszliśmy do klasy i tam kompletnie się wyłączyłam. Sprawa z mamą dobijała mnie każdego dnia...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz