Weszłam do łazienki i rozebrałam się. Spojrzałam a oblane miejsca. Były lekko pod czerwienione. Miałam nadzieję że nie pojawią się bąble. Jednak zanim zdążyłam odwrócić wzrok zaczerwienienia znikły.
-Cholera..-syknęłam.
Dobrze wiedziałam co to mogło oznaczać. Nie wiem czy miałam nadzieję czy łudziłam się że to nie jest to co z pewnością jest.
Weszłam pod prysznic. Gorąca kąpiel z pewnością pomoże mi chodź na chwilę uspokoić nerwy.
Jednak kiedy tylko zamknęłam oczy zobaczyłam tamtą noc. Mimo iż minęło około 2 miesięcy nadal cierpiałam z tego powodu. To była za świeża rana z której konsekwencjami będę musiała żyć z własnego wyboru.
Spojrzałam na brzuch po którym spływała woda. Uśmiechnęłam się dotykając go.
-Może i będę tego żałować jednak wiem że dobrze postępuję.
Skazałam siebie na wieczne uciekanie, ukrywanie się. Może kiedyś będę mogła spokojnie żyć ale nie szybko. A dlaczego? Bo byłam cholerną córką łowców, w moich żyłach płynęła cholerna czysta krew szlachetnego rodu i przez jedną cholerną noc, przez cholernego potwora a mianowicie wilkołaka za 7 miesięcy mogę spodziewać się dziecka które będzie jednym wielkim przeciwieństwem bo jak można być jednocześnie lwem i owcą? Łowca i wilkołak w jednym? Wyobrażam to sobie..
Wyszłam spod prysznica i wytarłam mokre ciało. Spojrzałam w lustro. Na szczęście jeszcze nie widać brzuszka. Zawsze byłam szczupła i miałam drobną budowę. Śmiesznie będę wyglądała, taki patyczak który połknął ogromny balon.
Uśmiechnęłam się na tę myśl.
-Mam na dzieję że przez ciebie bardzo nie przytyję maluchu.
Nie byłam u żadnego lekarza więc nie wiedziałam czy to chłopiec czy dziewczynka ale i tak było jeszcze za wcześnie.
Robiło się powoli późno a ze względu na to że dziś pełnia wolałam nie wychodzić z pokoju. PO co narażać się nie potrzebnie? Oczywiście ten kto by mnie skrzywdził, w sensie pozbawił życia mógłby się trochę zdziwić. Dlaczego? Mój ród został stworzony setki lat temu przez pewną wiedźmę która chciała pozbyć się wilkołaków, wampirów i innych takich. Wtedy stworzyła dokładnie ośmiu łowców i kazała im się rozejść we wszystkie strony świata. Przeważnie każdy obecnie ród na świecie wywodzi się od jednego takiego łowcy. Jednak mój przodek wtedy został na życzenie wiedźmy. Rzuciła ona na niego coś w stylu klątwy. Na naszych ciałach po zabiciu potwora pojawiał się tatuaż, oczywiście widoczny tylko dla potworów lub innych łowców. Zwykli ludzie go nie widzieli. Za każdą kolejną bestią tatuaż się rozrastał. Jednak to nie wszystko. Kiedy zginiemy z ręki potwora nasz duch nie odchodzi, zostaje przy naszym mordercy by dręczyć go do końca jego dni.
No przynajmniej odnośnie tego drugiego słyszałam tylko opowieści. Nie spotkałam się jeszcze z takim zjawiskiem, no ale nic dziwnego. Nie znam, a raczej nie znałam żadnego łowcy z mojej rodziny który by zginął przez bestię.
Położyłam się wcześniej spać masując odruchowo brzuch.
Rano postawiłam spędzić aktywnie dzień. Ubrałam wygodne ubrania i sportowe buty. Postanowiłam pobiegać. Bo kto powiedział że w ciąży nie wolno chodź trochę poćwiczyć? Nie mówię o przeforsowaniu się ale krótki jogging nie zaszkodzi.
Zamknęłam drzwi i z uśmiechem ruszyłam chodnikiem. Miałam okazję bardziej rozejrzeć się po okolicy.
Po jakimś kilometrze może dwóch wbiegłam do parku. Było tu ślicznie. Postanowiłam odpocząć pod drzewem na ławce.
Siedziałam kilka minut kiedy ktoś podszedł do mnie. Od razu go poznałam.
-Hej jak tam siostra?
-O hej, Lily? To tak jakby moja córka.
-W takim razie przepraszam, młody jesteś jak na ojca.
-No tak wyszło. Co tu robisz?
-Odpoczywam i podziwiam widoki.
-Widoki? Tutaj? Chyba w ładniejszym miejscu nie byłaś.
-Jest zielono, mała sadzawka, pełno drzew i nawet kilka kaczek się znajdzie. Nie jest tak źle. Miło dla oka przynajmniej. A ty co tu robisz?
-Wybierałem się właśnie do kawiarni. Może byś miała ochotę iść ze mną? Wynagrodził bym ci wczorajszy wypadek.
Spojrzałam się na niego lekko zaskoczona propozycją.
-To na prawdę nic takiego.
-Nalegam.
-No dobrze zgodzę się ale pod warunkiem że następnym razem więcej uwagi poświęcisz słodkiej Lily.
-No dobra.-zaśmiał się.
-Prowadź, słabo znam tę okolicę, to dopiero trzeci dzień jak tu jestem.
-A co tu w ogóle robisz?-zapytał kiedy szliśmy chodnikiem.
-Podróżuję.
-I trafiłaś akurat tu? Przecież tu za bardzo nic ciekawego nie ma.
-Po co jeździć w miejsca każdemu znane, gdzie każdy praktycznie był jak można zobaczyć mniejsze ale równie wyjątkowe? Uwielbiam spokój i przyrodę. Tu mi się podoba.
-A pochodzisz z..?
-Jestem rodowitą Rosjanką..
-To stąd ten akcent.. właśnie tak myślałem. A nazywasz się..?
-Petrova.
Kiedy powiedziałam mu nazwisko lekko zmarszczył czoło.
-Dlaczego sama podróżujesz jeśli mogę wiedzieć...-zapytał po chwili.
-Jestem typem samotniczki, a poza tym trochę sytuacja życiowa mnie do tego zmusiła.
-Sytuacja życiowa? Brzmi poważnie.
-Nic wartego wzmianki. -uśmiechnęłam się.
-No i jesteśmy na miejscu.
Otworzył drzwi i przepuścił mnie.
-Jaki dżentelmen-zaśmiałam się.
-W Rosji ich nie ma?
-Ależ są, ale faceci są uprzejmi jak coś chcą wiec?
-Chcę byś wybrała sobie coś do picia i jakiś deser, stawiam.
Usiedliśmy przy stoliku.
-Dobra, a więc koktajl mleczny z truskawkami oraz deser lodowy z bitą śmietaną i rodzynkami.
-Mm na słodko?-uśmiechnął się.
-Na to mam dziś ochotę, czasem warto osłodzić sobie dzień a może i życie? Ale może ty mi coś o sobie powiesz?-odpowiedziałam z uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz