środa, 10 października 2018

Od Nadii

James zachowywał się bardzo dziwnie. Rozumiałam że porwano mu córkę jednak nawet jak na te okoliczności zachowywał się nad wyraz dziwacznie. Zaczynałam się nawet zastanawiać... nie.. no ale przecież to możliwe?
Pamiętam co powiedział do kogoś przez telefon wtedy kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy. Potem to zachowanie przy jego byłej.. no i teraz.
Za dużo wiedziałam by nic nie podejrzewać. Moje życie było pozbawione zaufania do obcych, w sumie co do rodziny też. Każdy mógł stać się potworem albo zdradzić. Miałam za bardzo niestabilne życie by nie zaprzątać sobie różnymi sprawami głowy.
Kiedy się rozłączył uruchomiłam swój laptop i zaczęłam przeglądać monitoring. Na mapach odkryłam że wokoło placu zabaw są kamery. Potrzebowałam tylko zdobyć nagrania.
Laptop którego posiadałam był na to za słaby, swój lepszy zostawiłam w domu rodzinnym.
Musiałam poradzić sobie w inny sposób.
Wybrałam się do miejskiego urzędu. Odnalazłam gabinet burmistrza. Niedaleko były pokoje ochrony. To pewnie tam były nagrania.
Na moje szczęście nikt nie kręcił się po korytarzach. Podeszłam do drzwi pokoju ochrony i nasłuchiwałam. Słyszałam szmery więc na pewno ktoś tam był. Włamanie nie wchodziło w grę. Musiałam podziałać inaczej.
Zanim zapukałam do gabinetu burmistrza pomyślałam o tym że James nie chciał bym się w to mieszała. Nie rozumiałam, zastanawiałam się dlaczego nie chce pomocy. Gdyby mojemu dziecku coś się stało zrobiłabym wszystko by je odnaleźć.
Zapukałam i weszłam. Przy biurku siedziała zapewne sekretarka.
-Dzień dobry, nazywam się Monika Marels. Mogłabym porozmawiać z burmistrzem?-nie wiem skąd wytrzasnęłam to imię i nazwisko..

Podobny obraz

-Pan burmistrz jest bardzo zajęty. Może coś mu przekazać?-zapytała starsza kobieta.
-Jestem studentką i mamy projekt dotyczący naszej miejscowości. Zajęłabym dosłownie chwilkę. -uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Chwileczkę.
Poszła do gabinetu burmistrza i po chwili wróciła.
-Ma Pani dosłownie dwie minutki.
-Dziękuję.-powiedziałam i przeszłam do głównego biura burmistrza.
Był to starszy facet. Nie miał smukłej figury ani bujnych włosów. Powiedziałabym wręcz że lubi zjeść i nie musi inwestować w szampon.
-Tak?
-Bardzo Panu dziękuję za poświęcony mi czas. Miałabym tylko małą prośbę. Robię projekt dotyczący bezpieczeństwa miasta i bardzo przydatne okazałoby się skorzystanie z miejskiego monitoringu.
-Nie mogę Pani bez powodu udzielić dostępu.
-Rozumiem.. mogłam się tego spodziewać.-powiedziałam bardzo smutnym głosem.-Miałam jednak nadzieję że się uda.. Wie Pan uwielbiam to miasto i uważam że jest Pan najlepszym burmistrzem. Odkąd tylko przyjechałam tu na studia zakochałam się w tym miejscu. Ten projekt jest bardzo ważny, dzięki niemu napłynęłoby na pewno więcej turystów dzięki czemu polepszyłaby się gospodarka a i nie tylko..
-A możesz mi powiedzieć coś więcej o sobie i tym projekcie?
Zaczęłam ostro zmyślać i bajerować. W końcu po dłuższej rozmowie udało mi się i dostałam pozwolenie na obejrzenie monitoringu.
Uwielbiałam pracę w terenie. Poczułam się jak za starych dobrych czasów kiedy zawsze dostawałam to czego chciałam.
Ochrona nie marudziła kiedy poszłam do nich. Wydawało mi się że nawet są zadowoleni z powodu oderwania od monotonnej pracy. Studentka? Zawsze to jakaś odmiana.
Przejrzałam monitoring udając że nie szukam niczego konkretnego. Od czasu do czasu udawałam zafascynowanie. 
Po około 20 minutach zlazłam a raczej nie znalazłam tego co chciałam.
Widziałam plac zabaw, matkę małej i samą Lily. Bawiła się grzecznie. Po chwili pojawiły się zakłócenia a kiedy kamera zaczęła działać małej już nie było.
Cofnęłam nagranie i zaczęłam szukać zmiennych czynników.
Dzieci, pies na smyczy prowadzony przez jaka babcie. Dziadek dokarmiający w oddali kaczki z wnuczkiem.
Myślałam już że nic nie znajdę kiedy zobaczyłam między drzewami jakiś cień który wraz z Lily znika. To musiał być porywacz.
Poprosiłam o wydruk zatrzymanego momentu jak i dla nie poznaki kilku innych z innych miejsc. PO wszystkim podziękowałam z uśmiechem i wyszłam.
Niby to zdjęcie nie wnosiło nic konkretnego jednak miałam pomysł. Potrzebowałam tylko czasu i miałam nadzieję że mała wytrzyma tam gdzie jest.
Z tyłu głowy nawet miałam myśl by zadzwonić do rodziny. Pomogli by pod warunkiem że wróciłabym do domu... Nie chciałam tego ale też nie chciałam by Lily coś się stało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz