-Nic szczególnego nie mogę o sobie powiedzieć, jestem nieciekawym gościem z nieciekawą historią...
-A jednak wydaje mi się, że masz o czym opowiadać. - zmrużyła brwi badawczo mi się przyglądając.
-No cóż, jestem słaby w opowieściach ale... zrobię wyjątek. Pewnie zastanawiasz się kim jest Lily dokładnie... otóż jej matka Julie kiedyś była ze mną, miałem plany, wiele kancelarii prawniczych nadane moim nazwiskiem, spore osiągi, wygrane sprawy i mnóstwo dobrych prawników. Chciałem normalne życie, gdy Julie pojawiła się z małą Lil mój świat... przewrócił mi życie do góry nogami. Jednak...
-Co? Co się stało? Wybacz, nie chcę być wścibska ale...
-W porządku. - uśmiechnąłem się. - Zdradziła mnie, wyjeżdżając w delegacje do innego kraju, przyjechała z brzuchem i powiadomiła mnie po paru tygodniach robienia w kulki że to koniec. Zabrała Lily, dla niej było to ciężkie bo uznaje mnie za swojego ojca... a ja ją za córkę. Teraz widuję ją regularnie, jednak cierpię, że nie mogę mieć jej przy sobie. Jej facet to skończony fiut.
Uśmiechnęła się pocieszycielsko, jednak po chwili spoważniała.
-To musiało być... trudne... Nie wyobrażam sobie czegoś tak potwornego.
-Ale tyle dobrego, że Lily jest po części też dla mnie... chce się widywać, czasem jest ze mną częściej... wiesz, nigdy bym nie pomyślał, że ktoś taki jak ja zapragnie dziecka. Jak... instynkt macierzyński. - zaśmiałem się.
-Rzadko spotykany widok. Zwykle faceci to uciekają od zobowiązań.
-Na swój sposób to prawda, każdy z nas jest taki ale trzeba dorosnąć... albo związać się z kimś. Jednak.. ciągle mam wrażenie, że im bardziej ją wciągam w swoje życie tym bardziej jest zagrożona.
-To znaczy? - ściągnęła brwi.
-Nie ważne... - kelner przerwał nam podając Nadii coś słodkiego i koktajl a mi kawę.
-Ale pracujesz dalej czy...
-Mam jedno życiowe zajęcie a praca... wszystko posypało mi się od chwili odejścia i zdrady Julie. Ale nie ma co się użalać nad sobą. Praca jest ale bardziej skupiam uwagę na małej. Trudno to pogodzić.
-W innej kancelarii?
-Moje przepadły do czasu gdy nie spłacę wszystkich. Cała kasa leci na małą, opłatę domu czy pomoc dziadkom i mamie.
-A tata, jeśli mogę spytać?
-Ojciec odszedł. Kiedyś. Zniknął, tak po prostu. Szmat czasu ale jednak staram się nie być jak on.
-Wiesz, ludzie czasem... znikają. Potrzebują tego lub nie mają wyboru.
-Fakt, masz rację. - przyjrzałem się jej gdy to mówiła, jakby miała gdzieś tam na myśli siebie.
-Jednak Lily jest naprawdę, przynajmniej się wydaje, bardzo pozytywnym dzieciakiem.
-Tak... jest... przecudowna. Szkoda, że nie ma szansy na pełną rodzinę. Ale jest naprawdę idealna. Jak dla każdego ''ojca''. - uśmiechnąłem się.
-Jednak mam przeczucie, że masz tak wiele tajemnic, że można by słuchać godzinami. - odparła po chwili milczenia.
Zaskoczony, jednak po chwili zreflektowałem się.
-Tajemnicą jest, którą mogę ci wyjawić to taka, że mam motocykl i kiedyś prawie się na nim zabiłem.
-Niezły żart. - parsknęła.
-Poważnie! - zaśmiałem się. - Kiedyś jechałem po lasach i wybiegła mi jakaś monstrualna sarenka.
Zaczęła się śmiać nie mogąc przełknąć koktajlu.
-To straszna historia. - udawała przerażoną.
Poczułem wibracje w prawej kieszeni kurtki, spojrzałem na wyśwetlacz.
-Julie, muszę odebrać to może chodzić o Lily.
-Jasne.
-James. - odezwałem się i usłyszałem paniczny ton byłej. - Co się stało? Julie...?
-Ja nie zauważyłam... ona...
-Julie do cholery! - krzyknąłem, powstrzymując się by nie zwrócić na siebie uwagi klientów.
-Lily... ona... była na placu zabaw przed blokiem... ja odebrałam telefon od Caroline i... ona... odwróciłam się dosłownie, przysięgam, na sekundę... to może być sprawka... James...
-Zaraz będę. Stój tam gdzie stoisz. - odparłem roztrzęsiony i rozłączyłem się. - Odwiozę cię, kawiarnia to kawałek drogi. Wybacz.
Wstała biorąc szybką łyżeczkę lodów. Położyłem pieniądze na stole i wyszliśmy.
-Dojdę sama, nie ma probl...
-Wsiadaj, proszę. - złagodziłem ton jak umiałem, po czym zrobiła to o co poprosiłem. Jechałem naprawdę szybko, byle by dojechać na miejsce. - Daj mi chwilę... dobra?
-Co się stało?
Wysiadłem i nie zdążyłem jej odpowiedzieć. Po chwili gdy kłóciłem się z Julie rozwścieczony Nadia wysiadła z auta.
-Lily została porwana przez te potwory, tak?! To przez ciebie, twoja wina!
-Co się stało? - spytała Nadia podchodząc do nas.
-Kto to jest!? - wycedziła Julie.
-Nie twój interes, jak to wyglądało, po kolei!
-Mówiłam! Odwróciłam naprawdę na sekundę wzrok...
-Po prostu odeszłaś gadając i zostawiłaś małe dziecko same!?
-James... ja...
Złapałem ją za głowę, dokładniej czoło i zamknąłem oczy przeszukując jej pamięć. Widziałem najgorsze chwile z jej życia, sprzed sekundy i nawet jak robiła to z...
Odruchowo odszedłem od niej a Nadia patrzyła na mnie dziwnie.
-Lily zniknęła tak po prostu? - spytała spokojnie, mimo sytuacji.
-Tak.
-To był on.
-Co? KTO, JAMES?!
-Znajdę ją, obiecuję. Przysięgam, Julie. Czekaj w domu i nic nie rób głupiego.
Wsiadłem z Nadią do samochodu i odjechałem z piskiem opon.
-Pomogę ci... - zaczęła.
-Nie możesz się w to wplątać, uwierz mi.
Odstawiłem ją pod motel.
-Naprawdę mogę pomóc...
-Nie ryzykuj życia, dobra? Prośba ode mnie. Jesteś fenomenalną dziewczyną, nie psuj sobie życia problemami ludzi... jakoś się złapiemy jeśli zechcesz.
Wysiadła bez słowa a ja odjechałem... do bazy. Musiałem podjąć wszystkie kroki po Lily. Każdego łowcę zwerbuję. Najlepszych i tych gorszych.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz