piątek, 23 listopada 2018

Od Kate

  Stanęłam w przejściu na parkingu szkoły i zapaliłam papierosa. Powoli wypuściłam dym z płuc i spojrzałam na obskurny budynek - nudny koloru obdartej, białej farby z wielkimi schodami prowadzącymi do wejścia głównego i bilbordem ''Sportowy Rezerwat'' wywołał u mnie mdłości.  Ta szkoła słynęła z licznych osiągnięć sportowych jak kosz, siatkówka i tak dalej i tak dalej. Ja nie lubiłam sportu odkąd mama zachorowała, w ogóle odkąd zachorowała - wiele rzeczy przestałam lubić i tolerować.
  Rzuciłam papierosa na chodnik, zdeptałam i poprawiwszy plecak na ramieniu weszłam do szkoły z powrotem. Gdy trwały jeszcze lekcje, korytarze były takie puste i ciche, że przyjemnie by tu zostać.
-Elevance - usłyszałam głos dyrektorki, powoli doprowadzający mnie do choroby na wściekliznę.
  Zatrzymałam się więc, powoli odwracając do niej na pięcie bez wyrazu emocji i zaskoczenia. Wołała mnie co dzień, albo rozmawiała o mnie z nauczycielami, z którymi wspólnie nie dowierzała, jak bardzo upadłam z nauką i ocenami jak i frekwencją.
-Słucham?
-Pozwól ze mną.
-Jasne, super. - mruknęłam i podążyłam zaraz za nią, w niewielkim odstępie.
   Szłyśmy w stronę jej gabinetu, przewróciłam oczami - bywałam tu więcej niż we własnym pokoju. Usiadłam bez pozwolenia na wygodnym, miękkim krześle i patrzyłam na nią spokojna duchem.
   Powiedz mi coś, czego nie wiem. - pomyślałam, kpiąc sobie z jej metod wychowawczych tych lepszych uczniów albo tych, których da się odratować z sytuacji.
-Chciałabym - zaczęła, wyjmując jakiś świstek pomarańczowej kartki, zdaje się była to ulotka ze szkolnego sekretariatu. - żebyś zaczęła o siebie walczyć. Jeśli nie zrobisz tego, o co cię teraz poproszę będę zmusz...
-Do sedna, pani dyrektor. - poprawiłam się na krześle wpatrując zniecierpliwiona w kamienną twarz kobiety. Mogłabym z nią iść na zawody, która dłużej tak wytrzyma. Dostałabym złoty medal.
-To są zapisy do kółka teatralnego pani wicedyrektor. Chcę, żebyś na nie chodziła i podłapała oceny z kolegami którzy tam chodzą.
-Kolegami? - parsknęłam. - To grupka szkolnych elit, co ja mam tam robić?
-Postarać się nie wylecieć ze szkoły, panno Elevance.
-I że... ja mam chodzić na jakieś pseudo kółko? - uniosłam brwi zaskoczona i wzięłam powoli od niej tą cholerną ulotkę.
-Inaczej zostaniesz...
-Ta, zrozumiałam. - weszłam jej w zdanie nie mając kompletnie ochoty słuchać wywodów i rad, które i tak nic mi nie dadzą.
-To jak będzie? Mam szykować papiery do zabrania?
   Zmrużyłam oczy wkurzona i zaciskając zęby doszłam do wniosku, że na razie nie ma co robić więcej problemów rodzinie niż mają...
-Dobra, niech pani będzie. Niech stracę 45 minut z życia. - uśmiechnęłam się usilnie.
-Dobrze, że się zrozumieliśmy. Na wszelki wypadek ugadałam z nauczycielem aktorstwa, że zajmiesz się scenariuszami.
-Jest pani pewna, że jestem idealną osobą do korekt scenariuszy pisanych przez ''idealne, dobre dzieciaki''?
-Ty też taka jesteś, Kate.
-Oczywiście. Mogę iść?
-To wszystko.
  Na korytarzu zrobiło się tłoczno, a w tłumie szukałam przyjaciela. Gdy przeszłam obok jednej z męskich toalet na parterze wpadłam na Noah.
-Nie wiedziałem, że i ty na mnie lecisz. - parsknął.
-Goń się. Widziałeś Lee?
-Nie?
Odepchnęłam go i poszłam dalej. Szukałam i szukałam, aż trafiłam do ostatniego miejsca, gdzie mógłby być... biblioteka.
   Weszłam do środka. Kiedyś spędzałam tu dużo czasu na wkuwanie... stare czasy.  Ku mojemu zaskoczeniu, Lee właśnie rozmawiał z Sallie Fisherman. Uśmiechnęłam się w geście gratulacji gdy oboje byli zajęci sobą i wyszłam przed szkołę.
-Siema śliczna. - usłyszałam za plecami głos Drew.
-No siema, stary dobry przyjacielu. - uśmiechnęłam się odwracając do niego.
-Co tam, może potrzebujesz pomocy? - mrugnął porozumiewawczo, jednak ja skwasiłam minę. Może rzeczywiście przystopuję, choć jeden dzień.
-Niee, na razie pass. - odeszłam do auta ojca wkładając kluczyk.
-Czas cię goni, Kate. Nie będę czekał kolejnego roku, żebyś oddała kasę.. albo się policzymy.
   Uśmiechnęłam się delikatnie i podeszłam do niego kładąc mu dłoń na policzku.
-Drew, słonko... Nie podskakuj mi, bo jeszcze się sam przez to przewrócisz.
   Odeszłam, lekko zestresowana. No tak... kasa...
   Po zajęciach ruszyłam do sali wcześniej wrzucając do auta plecak. Po co mi on na durnowate 45 minut tracenia cennego czasu?   Gdy weszłam do sali ze sceną i grupą ludzi liczącą 15 osób wszyscy zaniemówili, wpatrując się we mnie tępo.
-A TY co tutaj robisz, Elevance? - spytała Ruby, słodka cheerleaderka, a zarazem liderka grupy. Musi wepchnąć swój wielki, tłusty tyłek wszędzie.
   Klasnęłam w dłonie z cynicznym uśmiechem.
-A nie mam lepszych pomysłów na to jak marnować moje cenne 45 minut z życia więc przyszłam tutaj.
-Tylko... niczego nie dotykaj i... najlepiej nie przeszkadzaj. - pogroziła palcem.
-Hm... tak się składa, że jestem tu na troszkę dłużej i będę wprowadzała przeróżne korekty w scenariuszu.
-Kto ci niby tak powiedział?! - oburzyła się.
-Ruby, daj jej spokój i pilnuj własnego nosa. - ze sceny zeskoczyła Reachel, jedyna zdaje się spokojna i w porządku osoba w tym pomieszczeniu. - A co do tego to i tak wychodzi na to, że musisz grać główną rolę. - zwróciła się do mnie.
-Bo co?
-Bo takie są zasady Finnegean'a.
-On jest szurnięty. Dobra, nie ważne, jestem tu po to żeby zadość uczynić i spadać stąd, więc róbcie co tam macie do roboty.
   Usiadłam na kolumnie po turecku, która stała sobie na scenie i znudzona obserwowałam komiczną, a za razem fatalną grę aktorską. Aż tu nagle drzwi trzasnęły niemiłosiernie głośno i wszyscy zamilkli, wpatrując się w jedynego w swoim rodzaju nauczyciela-świra.
-Co dziś dla mnie macie? - stanął i wpatrywał się w grupkę.
   To koleś około 45-tki, wyglądającego trochę jak hipis a trochę jak menel i na dodatek pierdzielnięty. Nie wiem, jakim cudem dostał się na nauczyciela aktorstwa, albo bardzo dobrze gra wariata.
-Nie możemy ustalić, kto będzie zakochanym uciekinierem z sierocińca...
-No mężczyzn macie tu... połowę grupy, tak się składa. Co za problem? - zaśmiał się pod nosem do rozhisteryzowanej Ruby.
-To, że musi być to książę z bajki.. żeby lepiej grało mi się rolę.
-Co za pustak... - mruknął Marlon, czarnoskóry skrzydłowy naszej drużyny kosza.
   Nagle ktoś znów przerwał wchodząc do środka trzaskając drewnianymi, ozdobnymi drzwiami. Jakiś nienzajomy mi chłopak ze starszej klasy.
-Bardzo przepraszam za spóźnienie. - odparł monotonnie, jakby mówił to codziennie tak samo. Jak wyuczona wyrecytowana, znudzona kwestia w teatrze.
-Szanowny Eryczek jak zwykle punktualnie. - parsknął ironicznie Finnegean.
-Właśnie, może Eryk? - zaproponowała złośliwie Reachel, obserwując chłopaka.
-Ja nie gram głupkowatych ról. Zależy, kto gra tę drugą. - spojrzał dziwnie znacząco na blond piękność Reachel, a ta wyśmiała go cicho i poszła a kurtynę. Nauczyciel położył dłoń na swojej łysinie i rozejrzał się po grupie zebranych osób.  No i zauważył mnie.
-Nie do wiary, Kate Elevance! - uśmiechnęłam się do niego szeroko, jednak biło ode mnie cynizmem. - To idealna osoba do zagrania roli głównej zbuntowanej dz...
-Nie ma mowy. Za dopłatą nawet nie podejmę się tego zaszczytu.
-Ile chcesz? - spytał żartobliwie nauczyciel, jednak nikt się nie zaśmiał. No, może Arthur, szkolny kujon i jeden z samorządu uczniowskiego.
-Nie, raczej podziękuję. - wstałam, zeskoczyłam ze sceny i poszłam w stronę wyjścia.
-A Ty gdzie?! - krzyknęła Ruby.
-Nara. - rzuciłam przez ramię na odchodne i wyszłam.
   Jezu, za jakie grzechy muszę słuchać pierdół?
   Weszłam na parking, już prawie pusty i dopadła mnie Reachel. Ta dziewczyna była równie szurnięta i nieobliczalna, zarazem wkurzająca jak ja. Jednak oceny miała o wiele lepsze.
-Może jednak fajnie ponabijać się z reszty i zagrać rolę główną? Tak for fun?
-Nie dzięki. Nie kręci mnie robienie z siebie debila na oczach szkoły. Ani nie mam na to ochoty.
-Nie będziesz musiała się z nikim lizać, jeśli o to chodzi. - zaparła się, mrużąc oczy w chińczyka, złośliwie starając się mnie przekonać.
-Myślisz, że tu leży problem? - parsknęłam. - Słuchaj, nie mam ochoty na żadne debilne kółko aktorskie z pajacami, nie aktorami.
-Może zmienisz zdanie, jak wieczorem wkręcisz się na imprezę u Fisherman? Wiem, że Lee za nią szaleje.
-Nie twój interes... - pogroziłam jej palcem.
   Zaśmiała się i z telefonem w ręku wysłała jakąś wiadomość na jakąś grupę.
   Spojrzałam na swój wyświetlacz, gdy przyszło mi powiadomienie - ''Lee i Kate wpadają na szkolny wielki melanż! Wezmą alkohol na wejściówkę!''. Uniosłam wzrok wściekła na nią po czym wsiadłam bez słowa do auta a ona bez słowa patrzyła na mnie.
-Czekamy! - krzyknęła, a ja pokazałam jej środkowy palec odpalając silnik.
   Zołza, z uśmiechem wpatrywała się jak odjeżdżam aż do chwili, gdy wjechałam w zakręt... prostą drogą do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz