środa, 21 listopada 2018

Od Kate

   Wstałam rano, spóźniona już do szkoły w poniedziałek. Poczułam nieprzyjemne uczucie w ustach, gdy wzięłam większy oddech zaczęłam się krztusić. Słyszałam szum w uszach, nie mogłam dojść do siebie przez pierwszą chwilę. Gdy otworzyłam oczy zauważyłam, że zasnęłam na plaży zaraz przy trawie od mojego domu.
-Chyba mnie powaliło... - westchnęłam i poszłam szybko do domu.
   Wzięłam torbę sprzed piątku nie przejmując się, że dziś zajęcia są kompletnie inne. Szybko wzięłam prysznic i przebrałam się po czym zeszłam na dół drugimi schodami prowadzącymi do kuchni. Zamurowało mnie.
-Mama..?










-Spokojnie córeczko... - spojrzałam na Louisa, zadowolonego tak bardzo, że wcina wszystkie płatki z miski, czego nigdy wcześniej nie robił. Zamilkłam więc, wyjątkowo. - Billie powiedział, że na własne życzenie mogę wyjść...
-I go posłuchałaś? - parsknęłam. - Nie wierzę... A ty nawet się nie odezwiesz?! - spojrzałam na ojca stojącego plecami do nas. -Idę do szkoły.
-Wszystkie autobusy odjechały, odwiozę cię.
-Sama pojadę. - wzięłam kluczyki z blatu od samochodu mamy.
-Zaraz,zaraz nie masz prawa jazdy! - usłyszałam tatę.
-Nagle odzyskałeś mowę? - uniosłam brwi. - Spadam, nara. - zatrzasnęłam za sobą drzwi i spokojnie ruszyłam do auta.
   Rodzice nawet nie pójdą za mną bo wiedzą, że nic nie poradzą. Nawet teraz nie za bardzo zwracają uwagę na resztę. Tak jak ja. Nie obchodzi mnie kompletnie nic odkąd mama umiera. I w końcu mogę to powiedzieć na głos...
-Moja mama umiera!!! - krzyknęłam siedząc w aucie, walnęłam pięścią w kierownicę gdy jechałam w stronę szkoły. - Kurwa...!

   Wysiadłam z samochodu trafiając na drugą przerwę. Lee dopadł mnie od razu odbiegając od chłopaków.
-A ty co? Przecież nie masz prawa jazdy. - spojrzał na mnie zaszokowany.
-I co, a jeżdżę lepiej od większości pacanów w tej szkole.
-Kate, przeginasz...
-Odwal się. - warknęłam i zatrzymałam się spoglądając na przyjaciela. - Dobra, sorry. Mama wróciła do domu na własne żądanie.
   Usiedliśmy na murze na uboczu parkingu gdzie całe życie szkolne właśnie tam miało miejsce. Parking był duży, ludzie zawsze siedzieli na samochodach albo po prostu na ławkach, które dyrektor postanowiła postawić specjalnie z tego oto powodu. Hojność naszych pedagogów nie zna granic.
-Mam pytać o szczegóły i dlaczego bez prawa jazdy jechałaś taki kawał?
-Nie, nie pytaj. - wzruszyłam ramionami, jakby to była błahostka. - A ty co taki podniecony, hamburgery są na stołówce? - parsknęłam.
-Śmieszne... - mruknął. - Chcę iść na imprezę do Sallie.
   Zakrztusiłam się własną śliną, słowo daję.
-Sallie Fisherman? Ona jest najlepszą, najbogatszą i najbardziej pustą laską w tej szkole.










-Nie prawda. Już daj spokój...
-Hm... no dobra... ale jak się czujesz z tym, że Noah ją rok temu puknął gdy była w pierwszej klasie?
   Spojrzał na mnie zły.
-Czy ty zawsze, ale to ZAWSZE musisz powiedzieć coś złośliwie?
-Po prostu nie wiem, czy chcesz przyprowadzać do domu laskę którą pukał twój starszy br...
-Na litość boską, pomóż mi a nie dopiekasz!
-Aaaa... Ty chcesz ją zaliczyć! - klasnęłam w dłonie. - Dobra, romantyku. Siedzi non stop w bibliotece, więc może chodź tam często, zagaduj, ale nie jak upośledzona ameba tylko jak facet. Laski lubią odważnych i pewnych siebie.
-Ja pewny siebie...
   Dzwonek i pierwsza lekcja biologii. Najpierw musiałam zapalić,więc spóźniłam się, żeby było wiarygodniej, że zaspałam.
   Weszłam do klasy bez słowa zajmując swoje miejsce zaraz za Lee, czyli w przed ostatniej.
-Pani Elevance, dyrektor chce z panią rozmawiać.
   Uniosłam brwi.
-No bez jaj, tym razem to nie ja...
-Co ''NIE TY''?
-E... nic. Już ruszam na dywanik Panie Rinolds.
   Wyszłam pospiesznie i zapukałam do dyrektorki. Usłyszałam jej poważne i mrożące krew w żyłach ''proszę'' i nacisnęłam klamkę.
-O, Kate, wreszcie.
-O co chodzi?
-O to, że jeżeli nie poprawisz ocen z przedmiotów ścisłych twoja sytuacja w szkole...
-Mam dobre oceny.
-Ostatnio zasnęłaś na egzaminie, Kate. Z hiszpańskiego. Dostałaś mierną, bez możliwości poprawy. Albo zaczniesz dbać o swoją przyszłość, albo...
-Albo co? Wywali mnie pani? Spoko, powodzenia. - machnęłam ręką i wyszłam z gabinetu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz