wtorek, 11 grudnia 2018

Od Kate

   Sallie siedziała z nawalonym Lee na kanapie w salonie, gdy podeszłam widziałam niezadowolenie dziewczyny jednak nie interesowało mnie to za bardzo. Przyjaciel był o krok od zgonu, więc wzięłam go z drugiej strony pod ramię.
-Na co czekasz? - warknęłam, a Fisherman pomogła mi dotransportować go do pokoju. Walnęłam go na łóżko i spojrzałam na nią.
-Przynieś herbatę, gorzką. Ma być ciepła.
-Jasne... - kiwnęła zestresowana głową. Biedaczynka, nie była chyba przyzwyczajona do widoku rzygów.
   Lee odcięło gdy tylko się położył. Ja wpatrywałam się w niego lekko zaniepokojona... nie może tu zostać.














   Co jak co, ale nie należałam do miłych osób ani do tych, które lubią pomagać czy zawierać przyjaźnie. Ale Lee to jedna z najważniejszych osób w moim życiu i w takich sytuacjach wiem, że powinien wrócić do domu i powinnam się teraz nim zająć. Gdy Noah obecny na tej imprezie nie odbierał telefonów postanowiłam go poszukać jak tylko wróci do pokoju organizatorka imprezy. Wróciła z herbatą, z wielkim kubkiem i jaśkiem, prawdopodobnie żeby było mu wygodnie ale wątpiłam, by poczuł poduszkę pod głową w takim stanie.
-Zostań z nim, ja poszukam jego brata. - podeszłam do drzwi i otworzyłam je, gdy zatrzymała mnie Sallie.
-On jest na balkonie...
-Jasne. - wzruszyłam ramionami i poszłam w stronę brata Lee.
   Gdy go znalazłam obściskiwał się z jakąś laską z metalem na twarzy, milion kolczyków aż mnie odrzuciło na kilometr od tej paskudy.
-Sorry, ale...
-Nie teraz, Kate. - wymamrotał, połykając dziewczynę.
   Szarpnęłam Noah, co poruszyło nieznajomą.
-Odwal się! - krzyknęła, na co ja bez wzruszenia zignorowałam ją.
-Zabierz Lee do domu, źle wygląda. Nie wiem, czy czegoś mu ktoś nie dorzucił do drinka.
-Co? - zdenerwowany odszedł od laski. Nie wyglądał na dobrego brata, jednak był starszy... i troszczył się o niego. - Gdzie jest?
-Z Sallie w pokoju, pilnuje żeby nikt mu nie wparował nagle do pokoju ani...
-Który pokój?
   Gdy pokazałam mu gdzie leży jego brat uznałam, że jest bezpieczny i trafi do domu z dobrą eskortą. Ja natomiast gdy przechodziłam obok jednego z pokoi usłyszałam rozmowę Drew z jego kolegami. Warto było podsłuchać.
-Nie skapnie się, że został trafiony. - zaśmiał się jeden.
-Kate się zorientuje... - westchnął Drew.
-I tak masz dobrze. Dziewczyna płaci w naturze... - zaśmiał się trzeci.
   Zacisnęłam pięści i cofnęłam się do Noah który rozmawiał z Sallie. Nie spodobało mi się to, bo znając jego będzie próbował ją wyrwać a Lee tego nie zniesie... jednak nie to było teraz ważne.
-Noah... chodź na chwilę...
-Co jest?
-To Drew trafił Lee. Wiem, bo słyszałam ich rozmowę. No i mówili o mnie, że się puszczam i tak dalej...
   Nie zdążyłam dokończyć, Noah ruszył prosto do pokoju wskazanego przeze mnie i każdego z osobna poustawiał tak, że od razu... hm... ''zasnęli''...
-Odwiozę cię.
-Ty nie piłeś?
-Ktoś musi was pilnować.
-Dla mnie i Lee nie piłeś? - spytałam zaskoczona.
-Już się nie rozczulaj, chodźmy.
-Ja jeszcze zostanę. Weź go do domu...
-Wszystko okej?
-Jasne. - uśmiechnęłam się.
   Nagle dziwnie się zbliżył, w pokoju byliśmy tylko ja, on i nieprzytomny Lee... ale pocałował mnie. Noah, który zawsze mi dokuczał i nienawidził. Odepchnęłam go.
-Stary, to jak całowanie się z bratem. - odparłam i pokręciłam głową. - Nic do ciebie nie czuję, a o tym zapomnimy. - wyszłam i poszłam jeszcze po całej sytuacji po parę drinków.
   Przy barze znalazłam Liama, co prawda nie znam go zbyt dobrze ale chyba był wcięty. Takie miałam wrażenie, może przez to, że sama byłam lekko pijana? Lekko... to mało powiedziane.
   Barman, którego wynajęła Sallie specjalnie na tą imprezę czekał, aż złożę zamówienie.
-Pięć razy wściekłego psa. - zachwiałam się i usiadłam na taborecie.
-Chyba już masz fazę, co?
   Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
-Mam mocną głowę, na to ile dziś wypiłam nie ma co się dziwić. Czemu ciągle widzę cię samego?
-Kumple się bawią, każdy znalazł partnerki na tą imprezę. - zaśmiał się i wziął łyk piwa.
-Widocznie obydwoje nikogo nie znaleźliśmy. - odparłam i właśnie barman podał mi drinki.
-Dzięki. - mrugnęłam do niego i wszystko wypiłam, po czym zamówiłam piwo.
-Nie przesadzasz trochę?
-Trzeba umieć się dobrze bawić.
-Wydaje mi się, że zapijasz smutki i zmartwienia.
-Psycholog się znalazł. - parsknęłam.
-Masz limo pod okiem...
-Ta, dostałam przypadkiem od koleżanki z łokcia. - wzruszyłam ramionami, mając nadzieję, że chociaż kilka osób tego nie widziało.
-A przypadkiem...
-Jesteś uroczy. Ale ja nie jestem fajną dziewczyną. - wtrąciłam, by ominąć temat.













-Inaczej mi się wydaje.
   Przegryzłam wargę i na chwilę pomyślałam o tym, jak bardzo mi się kręci w głowie. Aż nagle usłyszałam za plecami krzyk Reachel.
-Chodź! To moja piosenka a nikt nie chce już tańczyć!
-Nie... - pokręciłam głową.
-To poproszę tego przystojniaka...
-Dobra, dobra... chodź. - nie wiem, czemu jej nie pozwoliłam zaprosić Liama... to był odruch. Pijacki odruch.
   Tańczyłam z nią w tłumie ludzi, gdy Reachel podała mi rękę i właściwie to tańczyłyśmy na stole. Nie poznawałam siebie, coś tu nie grało. Nagle powinęła mi się noga i upadłam, przygotowana na to, że moja twarz zaraz mocno przytuli podłogę ale złapał mnie Liam.
-To może ja cię odwiozę. - zaśmiał się.
  Wyswobodziłam się z jego ramion i stanęłam chwiejnie na nogi. Patrzyliśmy chwilę sobie w oczy i pomyślałam, że w sumie to impreza i oboje jesteśmy pijani, nic z tego nie zapamiętamy...
   A raz się żyje.
   Pocałowałam go, ale... to trwało dłużej, niż sądziłam. Ani ja nie mogłam się oderwać ani on, gdy już od siebie się odsunęliśmy przeczesałam nerwowo włosy.
-Przepraszam... muszę iść... - wybiegłam i wsiadłam do samochodu.
   Tak, prowadziłam kompletnie pijana, ale to nie zmienia faktu, że nie dojadę. Nie w takich sytuacjach prowadziłam.
   Dojechałam do domu i weszłam do środka. Walnęłam się na łóżko...
-Niech ten dzień się już skończy...
 

   Rano miałam okropnego kaca jednak pomyślałam, że warto by odwiedzić Lee. Podejrzewałam, że nawet nie pójdzie do szkoły. Była sobota, jednak mieliśmy przygotowania wraz z ostatnimi klasami do egzaminów końcowych.
   Noah mi otworzył, usiadłam czekając aż przyjaciel zejdzie. Noah pisał z kimś na telefonie, a ja powoli się niecierpliwiłam.
-Nie piszesz z Fisherman, mam nadzieję.
-Co? Ach... nie, z kumplem o meczu.
-Jasne.
-No mam ci pokazać?
-Nie wierzę po prostu, że najlepszą laskę w szkole olewasz. Zawsze miałeś wszystkie.
-Byłem z nią, jest okej.
   Uniosłam brwi i z zaniemówienia aż wstałam.
-Idę do niego...
-Usiądź.
   Nagle usłyszałąm z góry krzyki... na pewno nie Lee... na górze w jego pokoju. Spojrzałam na sufit i na Noah.
-To może ja pójdę...
-Zostań. - odparł, prawie wybuchnął śmiechem.











-Czy on...
-Ta, zalicza właśnie Sallie. Dlatego do niej nie podbijam. W końcu mu się układa. - wzruszył ramionami i nagle roześmiał się. - Wyluzuj. Nie robiłaś tego nigdy czy jak?
-Trochę mi niedobrze słyszeć, jak rucha się z Fisherman.
-Ja mam to gdzieś.
   W końcu Lee zszedł na dół i wyszliśmy na ogród nad basen. Mierzyłam przyjaciela z niepokojem.
-Co? - parsknął.
-Sallie poszła?
-Nie, czeka w pokoju.
   Uniosłam brwi.
-Serio. - parsknęłam.
-Daj spokój, ty wczoraj z tego co słyszałem sama się z kimś całowałaś.
-Cholera... ale całowanie to nie seks.
-Kate...
-Potem wpadnij do mnie. Dziś nie idę na egzaminy, mam dość budy.
-Budy, czy głupio ci patrzeć w oczy temu przystojniakowi, Kapitan drużyny, hm? - zaśmiał się.
-Oboje byliśmy pijani.
-Ta, fakt.
-Do potem. - wzięłam torbę i wyszłam.
   Dobrze, że nie wie że Noah mnie pocałował... byłby wściekły... to jedna z naszych zasad od dziecka... oby nie wszystko wyszło na jaw ze wczoraj... I oby Drew mnie nie dopadł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz