Obserwowałam z obawą Reachel... nie podobało mi się to, że tyle wciągnęła... co prawda nie wiem czemu zależy mi na niej i na jej bezpieczeństwu. To jest to słynne ''poczucie winy''? Ciekawe..
-Ty jeszcze tu siedzisz? - spojrzałam na nieznajomego.
-Jak widać.
-Jest tu tyle dziewczyn napompowanych narkotykami chętne na imprezowanie, nie jesteś chętny?
-Nie. - pokiwał głową z udawaną miną rezygnacji.
-Ale na szarą laskę z budy już owszem?
-Nie powiedziałem tego...
Zaśmiałam się i wyzerowałam piwo, odkładając pustą butelkę na barek.
Nagle całe krzyki ucichły, zrobił się tłum na środku wielkiego salonu, słychać było tylko muzykę, jakbym zamknęła się w pustym pomieszczeniu i sama głośno się w nią wsłuchiwała, czując jak bębenki powoli nie wytrzymują ciśnienia. Pobiegłam w zbiorowisko uczniów i na środku Reachel kłóciła się z jakimś kolesiem. Tym kolesiem był kumpel Drew, jednak nie jest od nas ze szkoły. A to wróży sam wielki kłopot.
-Ten koleś mnie obmacywał! - krzyknęła wściekła... ale i oczy jak talary świadczyły o jednym... i tłum uważał od razu, że jest naćpana. Jednak po napalonym typie też mogłabym sporo powiedzieć.
-Sama pchałaś mi ręce do spodni mała!
Zacisnęłam pięści i przecisnęłam się przez tłum. Ktoś ściszył muzykę minimalnie, albo sama się ściszyła. Stałam w okręgu zbiegowiska, w samym centrum i czułam ten gorąc, nie do wytrzymania dobijającą się presję i żądną sensacji emocji tłumu. Wyrwałam wszystkim na przodzie telefony w rękach i rzuciłam na podłogę, stając obok Reachel.
-Wypad stąd. - widziałam przerażenie w oczach Sallie, co nie za bardzo mną ruszyło ale chciałam wywołać aferę, no i mam.
-Ty szaraczku, będziesz mi mówić co mam robić?
-Ta, bo to nie twoja impreza. Wypad.
-Zawsze miałaś cięty język, a taki sam będziesz mieć na psiarni, jak wyjdę stąd i po nich zadzwonie?
-Nie obchodzi mnie to, wypierdalaj! - popchnęłam go, lekko nawalona przez wyzerowane piwo. Jednak trzymałam się świetnie.
Reachel obrała taką postawę jak ja, choć wiedziałam że w duszy odetchnęła, że ktokolwiek się za nią wstawił.
-Szmato, zawsze musisz mi wchodzić w drogę a ja mam taką ochotę komuś zajebać...
Uderzył mnie, to fakt, ale nic nie poczułam i Reachel rzuciła się na niego w furii, a ja szczerze mówiąc byłam tak wściekła, że wyrwałam się komuś gdy podawał mi rękę i poszłam za dwójką bijących się i szarpiących kolegów, no i Reachel zamknęła go w jednej ze schowków piwnicznych i po sprawie. Muzyka grała dalej, ludzie zapomnieli o sprawie i dalej brali dragi i tak dalej. Jakiś czas siedziałam i piłam, i piłam, i tak dalej... po czym tak jak słyszałam krzyki i dobijanie się do drzwi pijanego Cole'a w schowku. Dopiłam kolejne piwo i poszłam zobaczyć, o co chodzi, jednak drzwi były zamknięte.
-Szukasz kogoś? - spytał nagle Lee.
-Gdzieś ty był?!
-Czemu masz limo pod okiem, jezus... Kate...
-Trzeba było być a nie ruchać za ścianą! - krzyknęłam wychodząc z salonu na taras.
-Co się stało?!
-Spadaj! Wal się. - machnęłam ręką i usiadłam na krześle. Z drugiej strony domu wszyscy bawili się nad basenem.
Obok mnie usiadł znów ten nieznajomy... Liam, chyba. Zapaliłam papierosa i wpatrywałam się w ulice bogatych domów.
-Kłótnia z chłopakiem? - uniósł brwi pijąc piwo.
-To przyjaciel od piaskownicy.
-Wierzę. A czemu taka ładna dziewczyna i pali?
-Bo nie jestem damą, tylko dziewczyną. - wzruszyłam ramionami. - Zaraz i tak spadam, mam dość.
-Jak wrócisz? Mieszkasz blisko tak?
-Daleko, ale jestem autem.
-Masz prawko i chcesz jechać po pijaku?
-Nie czuje się pijana i nie mam prawka.
-I jesteś autem? - roześmiał się.
-Zgadza się. Spadam jeszcze czegoś się napić i zjeżdżam.
Gdy zobaczyłam wchodząc do środka jak Lee leży zezgonowany na kanapie nie mogłam tego znieść.
-Ta, to pobędę tu jeszcze do końca imprezy żeby go ogarnąć do jakiegoś wolnego łóżka. - westchnęłam i mozolnie ruszyłam na ''pomoc'' temu pajacowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz