Nie docierały do nich bowiem listy, że postanowiłam odejść, uciec, jakkolwiek by to nie nazwać. Oni upierali się przy swoim, a mianowicie że moje miejsce jest w rodzinnym domu. Niestety już nie.
Incydent mający miejsce dwa miesiące temu przekreślił moją przyszłość z rodziną. Te bestie, które mnie tedy uprowadziły wydały na mnie wyrok, pozbawiły mnie szczęścia i bliskości rodziny. Oczywiście mogłam kłamać jednak prędzej czy później dowiedzieli by się, a to nie skończyło by się dobrze. Była też druga możliwość ale za mało prawdopodobna by mogła się ziścić.
Była chłodna noc. Usiadłam na ławce na przystanku i próbowałam pozbierać myśli. Miałam przy sobie jeszcze nie wielką kwotę gotówki, kartę na której miałam sporą kwotę pieniędzy musiałam wyrzucić. Za szybko by mnie namierzyli jakbym jej chodź raz użyła.
Kiedy autobus z obskurnym i trochę przy głuchym kierowcą odjechał zobaczyłam niewielką stację paliw a obok niej mały rząd budynków przy których wisiał wielki bilbord "MOTEL WOLNE MIEJSCA".
-Raz kozie śmierć..
Nie przepadałam za takimi miejscami. Z reguły były one pełne patologii i przestępców. Nie bałam się bo z ludźmi sobie poradzę jednak odpychały mnie takie miejsca.
Przeszłam przez drogę i skierowałam się do pierwszego budynku.
-Hallo??-powiedziałam otwierając drzwi które nawet zmarłego mogły by obudzić tym skrzypieniem.
Pomieszczenie było o dziwo przytulne, pomimo zapach starocią.
-Tak?-usłyszałam a po chwili z pomieszczenia obok wyszedł chłopak mniej więcej w moim wieku.-W czym mogę pomóc?-uśmiechnął się.
-Potrzebuję pokoju..
-Na ile osób i na jak długo?
-Jedna osoba plus torba i nie wiem. Może na jeden dzień, może na tydzień a może jak się uda to na więcej.
No jak na razie dłużej niż tydzień nigdzie nie posiedziałam..'
-Zapraszam, pokażę Ci a najwyżej rano uregulujesz pieniądze z moją babcią.

-Dobra, pasuje.-powiedziałam.
Wziął moją torbę i zaprowadził mnie do pomieszczenia na zewnątrz. Otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą.
Pokój nie był duży ale też nie za mały. Było w nim wielkie łóżko dwuosobowe, mały aneks kuchenny, kanapa i telewizor. Dalej były drzwi, najpewniej do łazienki.
-I jak? Może być?
-Myślałam że będzie gorzej.
-Pesymistka z ciebie, to nie dobrze.
-Tak mnie życie nauczyło.-powiedziałam odbierając od niego torbę. Położyłam ją na łóżku i dopiero wtedy za filarem sobaczyłam niewielki stolik z dwoma krzesłami. Nawet tu przytulnie tylko trochę w babcinym stylu.
-Masz klucze, jakbyś czegoś potrzebowała.. w ogóle to jestem Taylor a ty?
-Nadia.-powiedziałam.
-Rosjanka? Co robisz tak daleko?
-Podróżuje.
-Sama z małą torbą?
-I z życiowym bagażem doświadczeń.
-Chyba nie jest za ciężki?
-Za dużo chcesz wiedzieć. Jestem zmęczona.
-A no tak... do zobaczenia.
Wyszedł a ja zamknęłam za nim drzwi na klucz. Zrzuciłam torbę i położyłam się na łóżku.
Na prawdę byłam zmęczona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz